Aktualności
Informacja uzupełniająca do wystawy poświęconej 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej
13-03-2026 09:33:00
Aktualności
Okiem historyka
„80. rocznica zakończenia II wojny światowej”. Wystawę plenerową pod takim tytułem, sygnowaną przez Gminę Sułkowice, mieliśmy okazję obejrzeć w okresie od maja do lipca ubiegłego roku na sułkowickim rynku.
Samą inicjatywę przypomnienia o tragicznych wydarzeniach sprzed lat należy pochwalić. Niemniej pewnych budzących wątpliwości, bądź niezgodnych ze stanem faktycznym sformułowań nie można pozostawić bez komentarza.
Niniejszy tekst nie będzie recenzją całości treści zaprezentowanych na wystawie, lecz próbą krytycznego spojrzenia na zawartość dwóch plansz: „Statystyki ofiar wojny” oraz „Bilans strat w gminie”. Mimo tego należy podnieść kilka wątków wykraczających poza wskazane plansze.
Niewątpliwie razi używanie w różnych miejscach wystawy propagandowego określenia „wyzwolenie”. Owszem, okupacja niemiecka zakończyła się wskutek działań zbrojnych Armii Czerwonej; Polska jednakże nie odrodziła się jako niepodległe państwo, lecz jako podporządkowana politycznie Związkowi Sowieckiemu, z narzuconymi władzami; państwo, gdzie działacze niepodległościowi, a następnie kolejne niezależne środowiska, byli prześladowani. Przypomnę też, że w latach 1944-1945 żołnierze sowieccy niejednokrotnie zachowywali się na ziemiach polskich jak w podbitym kraju, dopuszczając się licznych przestępstw: morderstw, gwałtów i przede wszystkim rabunków (w skali powiatu myślenickiego do największej tragedii doszło w Rudniku, gdzie w lutym 1945 r. żołnierz sowiecki zamordował małżonków Józefa i Salomeę Piechotów oraz ich dwuipółletnią córkę Marię, zranił zaś drugą córkę, pięcioletnią Irenę oraz służącą, piętnastoletnią Genowefę Kurowską). Niemniej trzeba oddać autorowi, tudzież autorom, że pod koniec planszy „Wyzwolenie” zamieścił, względnie zamieścili, informacje o narzuceniu reżimu komunistycznego, prześladowaniach „żołnierzy Armii Krajowej i innych formacji niepodległościowych” oraz cenzurze.
Tutaj pozwolę sobie na dygresję. 6 listopada 1945 r. na trasie Kraków-Wieliczka nieznany z nazwiska żołnierz sowiecki, prowadząc ciężarówkę, zderzył się z jednym z samochodów. Wydawać by się mogło, że nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Dlaczego więc o tym wspominać? Otóż zdarzenie to w sposób dobitny ilustruje to, że nominalne władze Polski „Ludowej” wiedziały z czyjego nadania otrzymały swe funkcje. Przybyły na miejsce wypadku kierownik Brygady Śledczej z VII Komisariatu MO w Prokocimiu Julian Łukasik zapisał w meldunku: „Z boku jezdni zauważyłem stojącego generała Wojsk Polskich oraz rozpoznałem z portretu ob[ywatela] premiera [Edwarda] Osóbkę-Morawskiego, przy którym stał major Wojsk Polskich. Żołnierze[,] którzy zabezpieczali bezpieczeństwo W[yżej] W[ymienionych] biegali po szosie bezcelowo. Po zameldowaniu się Ob[ywatelom] premierowi i generałowi zapytaliśmy się [na miejsce przybył również kierownik komisariatu – przypis J.P.P.], czem możemy się przysłużyć. Ob[ywatel] generał polecił nam obezwładnić żołnierza sowieckiego, a premier polecił nam umieścić go w samochodzie ciężarowym[,] w którym jechało wojsko polskie i odstawić go do jego dyspozycji. Po dojściu do żołnierza sowieckiego, który znajdował się w taksówce ob[ywatela] premiera, zażądaliśmy[,] aby opuścił taksówkę należącą do premiera, na co żołnierz sowiecki odpowiedział nam[,] że maszyna ta musi jechać do Krakowa, gdyż jego się zepsuła, gdy mu oświadczyli[śmy,] do kogo należy auto, odpowiedział nam[:] „żadnych generałów ani premierów ne ch[…] ne znaju, wsio wystrelam”[;] na te słowa wraz z kierownikiem [komisariatu – przypis J. P. P.] użyliśmy przemocy, wyciągając z taksówki żołnierza sowieckiego, po skontrolowaniu okazało się, że pistoletu nie posiadał koło siebie […].” Jak wielki strach paraliżować musiał jedną z nominalnie najważniejszych osób w państwie i towarzyszącą jej obstawę, na czele z generałem „ludowego” WP, że aby odzyskać samochód, którym podróżowała, wezwano na pomoc milicjantów, nie odważając się własnymi siłami unieszkodliwić pojedynczego żołnierza sowieckiego?
Wracając do tematu, informacja jakoby przeniesienie siedziby gminy z Sułkowic do Lanckorony było „formą represji za nieposłuszeństwo mieszkańców” jest niczym niepotwierdzoną legendą (nawiasem, kolportujący ją w swej rozprawie Mieczysław Stanaszek datuje przeniesienie gminy o dwa lata później). Okupant wprowadził własny podział administracyjny, a zmiany dotknęły różnych szczebli organizacyjnych. Jako przykład można tu przywołać przedwojenną gminę Świątniki Górne (pow. krakowski), której siedziba przeniesiona została do Mogilan. Z gminy tej wyłączono gromadę Wrząsowice (którą włączono do gminy Swoszowice; obejmowała ona obszar Wrząsowic i Zbydniowic), przyłączono zaś do niej Gaj (przed wojną w gminie Borek Fałęcki), Głogoczów (przed wojną w gminie Myślenice) i Krzywaczkę (przed wojną w gminie Sułkowice). Na wyższym szczeblu – zniesiony został np. przedwojenny powiat myślenicki, a jego obszar podzielony pomiędzy powiaty krakowski ziemski i nowotarski.
O ile na planszy „Po wyzwoleniu” podano prawdziwą informację, że gmina „po zakończeniu okupacji” została przywrócona w przedwojennym kształcie, to już na planszy „Bilans strat w gminie” odnotowano, że „Po wojnie do gminy przyłączono Harbutowice, jednocześnie wyłączając z niej Jasienicę i Wolę Radziszowską.” Przypomnę, że gmina Sułkowice została rozwiązana na podstawie ustawy z 25 września 1954 r. w związku z wprowadzeniem nowego podziału administracyjnego. Od tamtej pory Biertowice i Krzywaczka wchodziły w skład gromady Krzywaczka, Jasienica została włączona do gromady Bysina, pozostałe zaś wsie tworzyły trzy odrębne gromady. Przy okazji tej reformy do powiatu myślenickiego (a nie do nieistniejącej już gminy Sułkowice) włączona została gromada Harbutowice. Na nowo – w zmienionym i obowiązującym do dzisiaj kształcie – gmina Sułkowice zorganizowana została z dniem 1 stycznia 1973 r. Oznacza to, że od likwidacji gminy obejmującej 6 wiosek do utworzenia gminy obejmującej 5 miejscowości minęło, bagatela, 18 lat. Zatem o żadnej jednoczesności przeprowadzonych zmian nie może być mowy.
Analogiczne niekonsekwencje dostrzegamy w opisie statusu Sułkowic. Mimo, że na planszy „Powrót do normalności” odnotowano, że prawa miejskie uzyskały one 1 stycznia 1969 r., to już na planszy „Wyzwolenie Sułkowic” trzykrotnie w odniesieniu do roku 1945 używane jest pod ich adresem określenie „miasto”.
Przejdźmy teraz do pierwszej z wymienionych na początku plansz, mylnie zatytułowanej „Statystyki ofiar wojny”. Mylnie, gdyż próżno szukać tam danych statystycznych – faktycznie jest to wykaz represjonowanych. Wypada tu zauważyć, że w języku polskim – o ile nie mówimy o zestawieniu alfabetycznym – najpierw podaje się imię, później nazwisko.
Z nieznanych przyczyn w zestawieniu pominięto egzekucję w Rudniku z 5 września 1939 r. (choć jej materialne upamiętnienia zostały odnotowane na planszy „Upamiętnienie ofiar”).
Z tego powodu pierwszą wymienioną akcją represyjną są aresztowania uciekinierów w Mogilanach 6 września 1939 r. Wymieniono szesnastu mieszkańców Sułkowic i dwóch Harbutowiczan, pomijając następujących Sułkowiczan: Stanisława Berneckiego, Stanisława Bielę, Marcina Oliwę i Jana Śmiłka (warto dodać, że 7 września zatrzymany został Józef Biela [drugi] – w jego przypadku jako miejsce zatrzymania podano w dokumencie Bielsko). Ich losy skwitowano zaś lakonicznym stwierdzeniem „(…) po wojnie wrócili nieliczni z tej listy.” Tymczasem wiadomo, że większość z owej grupy osadzona została w obozie koncentracyjnym (Konzentrationslager, w skrócie KL) w Buchenwaldzie. Poza trójką, która przeżyła (byli to: Jan Grabowski zwolniony w 1941 r., Władysław Mateja i Stanisław Kurowski oswobodzeni w 1945 r., przy czym ten ostatni z KL Ravensbrück), pozostali zginęli w latach 1939-1940 w Strafgefangenenlager 2 Aschendorfermoor w Papenburgu (podobozie KL Buchenwald).
Kolejne dwa akapity dotyczą aresztowań, do jakich miało dojść we wrześniu (dziesięciu Sułkowiczan, spośród których z nazwiska wymieniono tylko dwóch, którzy wrócili: Augustyna Bielę i Stanisława Bargła) oraz w październiku 1939 r. (aresztowanymi mieli być Jan Bernecki, Stanisław Oliwa, Józef Ostafin i Jan Pułka – według opisu żaden z wymienionych nie wrócił). W świetle zeznań złożonych na potrzeby procesu szefa rządu Generalnego Gubernatorstwa Josefa Bühlera przed Najwyższym Trybunałem Narodowym, aresztowania te miały w rzeczywistości miejsce w listopadzie 1939 r. (gwoli ścisłości, w jednym z zeznań wskazywano na październik), a zatrzymani zostali wówczas m. in. Marian Bernecki, bracia Augustyn i Julian Bielowie, Józef Oliwa, Roman Ostafin, Władysław Pułka (oznacza to, że zarówno Mieczysław Stanaszek, jak i twórca, czy też twórcy wystawy mylą się odnośnie personaliów represjonowanych). Augustyn Biela rzeczywiście przeżył – został zwolniony po kilku dniach. Pozostali zostali osadzeni, względnie prawdopodobnie zostali osadzeni w więzieniu przy ul. Senackiej w Krakowie (tzw. więzieniu św. Michała). Ich dalsze losy pozostają nieznane za wyjątkiem Juliana Bieli, którego szczątki zostały zidentyfikowane na podstawie przedmiotów odnalezionych w trakcie ekshumacji w forcie krzesławickim (poszlaki wydają się wskazywać, że w tym samym miejscu rozstrzelany został również Władysław Pułka).
Czwarty akapit rozpoczynają informacje na temat represji wobec mieszkańców Rudnika. Jako aresztowani w 1940 r., a następnie osadzeni w obozach koncentracyjnych wymienieni zostali: Michał Piegza, Feliks Profic, Jan Profic, Roman Woźniak i Stanisław Woźniak. Faktycznie jednak, jak wynika z dokumentów obozowych, Feliks Profic został aresztowany 26 lutego 1941 r. Michał Piegza, o ile jest on tożsamy z imiennikiem wymienionym w dziale „Inne aresztowania” w biuletynie poszukiwawczym (Fahndungsblatt) z 2 marca 1943 r. (zgodne są data urodzenia i nazwa miejscowości) musiał zostać zatrzymany w okresie chyba niezbyt odległym od daty wydania gazetki. W przypadku zaś Jana Profica i Romana Woźniaka znane mi dokumenty nie zawierają dat aresztowania, jedynie daty osadzenia w KL, stąd nie można tych pierwszych zweryfikować. Nie mogę natomiast ustosunkować się do informacji odnoszącej się do Stanisława Woźniaka, gdyż jedyny represjonowany mieszkaniec Rudnika (tożsamość miejscowości do potwierdzenia) o tym nazwisku, którego odnotowałem był robotnikiem przymusowym.
Dalej w tym samym akapicie pisze się o nieznanym z imienia i nazwiska mężczyźnie zamordowanym w Rudniku w 1940 r. „prawdopodobnie partyzancie spoza Rudnika”. Zważywszy, że zgodnie z definicją słownikową partyzant to „uczestnik walk partyzanckich”, dawniej „żołnierz oddziału podjazdowego”, przypuszczenie to jest kuriozalne. Albowiem nie przypominam sobie, aby opisywano jakiś oddział partyzancki działający w okolicy Sułkowic w 1940 r., względnie jakieś walki toczone wówczas na tym obszarze. Następnie wymieniono cztery osoby, które poniosły śmierć „w późniejszych latach okupacji”. Informacje na temat trójki z nich (jednak już z dookreśleniem dat zgonu) zdublowano w kolejnych akapitach: 10. (Józef Mechut) i 18. (Józef Starzec i Stanisław Światłoń).
Wątpliwości budzi „rozmnożenie” liczby aresztowanych w dniu pacyfikacji. Zarówno materiały z lat 40. ubiegłego wieku, jak i te zebrane w toku śledztwa, pod koniec lat 60., pozwalają na przyjęcie liczby około 66 osób za wiarygodną (wyższe liczby pojawiają się w nich sporadycznie i albo ewidentnie są przesadzone, albo wydają się być niewiarygodne). Owszem, na planszy wymieniono z imienia i nazwiska dodatkowe osoby, zasadnym jest jednak postawienie pytania, dlaczego nie przewinęły się one w przywołanych materiałach wytworzonych w pierwszym trzydziestoleciu powojennym?
W gronie aresztowanych w dniu pacyfikacji wymieniono m. in. Władysława Matulskiego, którego, jak się wydaje należy utożsamiać z wymienionym w kolejnym akapicie imiennikiem, który to „parę dni po pacyfikacji został aresztowany i zamordowany”. Abstrahując od tego, że prawdopodobnie tę samą osobę potraktowano jako dwie różne, wątpliwości budzi przedstawiona w cytacie chronologia. Otóż wydaje się, że faktycznie chodzi o Władysława Matulskiego (ur. w 1914 r.), który został aresztowany 24 sierpnia 1943 r., a następnie osadzony kolejno w KL Auschwitz, KL Buchenwald i KL Neuengamme, a kórego losy po przeniesieniu do tego ostatniego obozu (co nastąpiło 15 marca 1944 r.) pozostają nieznane. O ile przypuszczenie to jest trafne, zgon nie mógł nastąpić „parę dni po pacyfikacji” (na zastosowanie takiej chronologii wskazuje zastosowanie spójnika „i” pomiędzy imiesłowami „aresztowany” oraz „zamordowany”).
W 13. akapicie podano, że Maria Kocemba została zastrzelona 3 kwietnia 1944 r. Do tej pory jako data jej zgonu podawany był dzień następny.
W 14. akapicie błędnie uznano, że daty wydania tzw. afiszów śmierci, na których odnotowano m. in. nazwiska części z osób aresztowanych w Sułkowicach 30 kwietnia 1944 r., są tożsame z datami ich śmierci. W rzeczywistości afisze te pozwalają jedynie na zweryfikowanie samej listy aresztowanych owego dnia, nie uprawniają natomiast do wyciągania wniosków na temat ich dalszych losów, w tym dat i okoliczności śmierci. Przykładowo na obwieszczeniu z 24 czerwca 1944 r. wymieniony został m. in. Tomasz Stręk. Faktycznie trafił on jednak do obozów koncentracyjnych, kolejno KL Groß-Rosen (w lipcu 1944 r.); KL Flossenbürg, podobóz Außenlager Leitmeritz; zginąć zaś miał 19 lub 20 marca 1945 r. w KL Nordhausen-Dora. Należy też sprostować zamieszczoną w tym akapicie informację jakoby 30 kwietnia 1944 r. aresztowany został Stanisław Biskup – faktycznie był to (według zeznań Rozalii Wawrzkiewicz, której był powinowatym) Józef Biskup.
W 16. akapicie błędnie podano, że Józef Blak został aresztowany w październiku 1944 r. Faktycznie nastąpiło to 25 listopada. Osadzony zaś został początkowo w KL Groß-Rosen, następnie KL Buchenwald i wreszcie w KL Flossenbürg.
W 19. akapicie wymieniono 9 osób, które zginęły 23 stycznia 1945 r. Na planszy „Wyzwolenie Sułkowic” powtórnie wymieniono te same osoby, dodając jeszcze Jana Koźlaka (nie uwzględniono go już jednak w statystyce, podając, że w trakcie walk zginęło 9 cywili).
W tym samym akapicie podano również, że 23 stycznia zginęło dwóch nieznanych z imienia i nazwiska mieszkańców Rudnika. Tak się składa, że zostali oni wymienieni w 18. akapicie. Byli to bowiem Józef Starzec i Stanisław Światłoń.
Pora przejść do planszy „Bilans strat w gminie”. Autor, tudzież autorzy wystawy podał, względnie podają, że „przyjmuje się, że w wyniku działań wojennych życie straciło ponad 120 mieszkańców Sułkowic, w tym około 50 sułkowickich Żydów. Nieznane są dokładne liczby zamordowanych w obozach zagłady.” Stoi to w jaskrawej sprzeczności z przedstawioną na zamieszczonym obok diagramie liczbą 340 osób (czyli 10 % ogółu), która została opisana jako „szacunkowa ilość zamordowanych i zabitych w czasie wojny”. Pochodzenie tej ostatniej tłumaczyć ma podana na tej samej planszy informacja, że „przed wybuchem wojny Sułkowice liczyły 3390 mieszkańców, natomiast według spisu ludności z 14 lutego 1946 roku, liczba ta spadła do 3050 – co oznacza ubytek 340 osób”.
Zanim wykażę absurdalność wnioskowania stojącego za drugą z szacowanych wartości należy odnieść się do samych liczb mieszkańców odnotowanych na wystawie. Nie posiadam informacji, które pozwoliłyby podać dokładną liczbę osób zamieszkałych w Sułkowicach 31 sierpnia 1939 r. Mieczysław Stanaszek podaje, że w 1938 r. było ich 3390. Na wystawie liczba ta została datowana mniej precyzyjnie, jako dotycząca okresu „przed wybuchem wojny”, co może prowadzić do błędnego wniosku, jakoby mogła dotyczyć 1939 r. (przed 1 września). Natomiast podana na planszy liczba mieszkańców, jaką rzekomo miał wykazać pierwszy powojenny spis ludności jest z pewnością fałszywa, zaniżona aż o 244 osoby – albowiem w Sułkowicach zamieszkiwały wówczas 3294 osoby. Nie wzięła się ona jednak znikąd – taką liczbę mieszkańców, ale dla roku 1945, podaje Stanaszek w swej monografii.
Pora pochylić się nad figurującymi obok siebie diametralnie różnymi danymi szacunkowymi. Abstrahując od tego, że twórca, czy też twórcy wystawy, nie mógł, względnie nie mogli, zdecydować się w kwestii szacowanych strat wojennych (nie przedstawili ich bowiem, jako zakresu, ale jako dwie niezależne od siebie wartości), błędem jest ustalanie liczby ofiar wojny za pomocą prostego odjęcia od liczby ludności zamieszkałej w danej miejscowości po zakończeniu wojny liczby zamieszkałych tamże przed jej wybuchem (w dodatku autor, tudzież autorzy wystawy, przeprowadzili tę operację na liczbie, która w jego, względnie ich mniemaniu pokazywać miała dane z 1946 r., a więc rok po wyparciu okupanta!). Albowiem liczba mieszkańców, poza przyczynami naturalnymi, podlegała w tym czasie zmianom nie tylko z powodu mordów popełnionych przez niemieckiego okupanta, ale również wskutek przymusowych lub dobrowolnych przemieszczeń ludności (w wyniku m. in. pozbawienia wolności i osadzenia w obozach koncentracyjnych, więzieniach itp.; wywózek na roboty przymusowe i powrotu z nich; przesiedleń z ziem wcielonych do III Rzeszy; powojennej akcji osiedleńczej na Ziemiach Zachodnich). Innymi słowy, różnica pomiędzy liczbą mieszkańców w okresie powojennym, a tą sprzed wojny, nie oznacza automatycznie, że odnotowany ubytek jest równoznaczny stratom wojennym. Niewątpliwie autor, czy też autorzy wystawy świadomość istnienia tego problemu miał, względnie mieli (o czym świadczą zapisy o „ówczesnych ruchach migracyjnych”, a także przywołanie kwestii urodzeń i „zgonów naturalnych z okresu wojny”); tym bardziej więc dziwi, że zdecydowano się na zamieszczenie kwestionowanych (wyższych) danych szacunkowych.
Mam nadzieję, że niniejsze omówienie przykładów niezgodnych ze stanem faktycznym, bądź budzących wątpliwości treści zaprezentowanych na wystawie „80. rocznica zakończenia II wojny światowej” skłoni osoby podejmujące się przedstawienia zagadnień związanych z historią lokalną do uważniejszej lektury, a przede wszystkim krytycznej analizy zarówno materiału źródłowego, jak i opracowań.